W komnacie panowała cisza. Salę wypełniał jedynie równy krok Voldemorta i szybki, stłumiony oddech Draco. Obok młodzieńca co chwilę słychać było nerwowe pochrząkiwanie przestraszonego Glizdogona. Śmierciożerca doskonale wiedział, że nie warto odzywać się, gdy władca jest w złym nastroju i mimo ogromnej chęci przerwania milczenia - nie odezwał się ani słowem.
- Dwa dni temu, miałem być może jedyną w życiu okazję, by wyeliminować pannę Granger - zaczął Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. - Jednak ktoś mi przeszkodził. I wiem, że był to jeden z was - uciął krótko. - Chciałbym, aby winny wstał i przyznał się do popełnionej wobec mnie zbrodni - rzekł stanowczo. Wszyscy siedzieli w milczeniu. Draco wlepił wzrok w podłogę.
- Balthazarze, - Voldemort szepnął do jednego ze zgromadzonych. Czarodziej niepewnie spojrzał na władcę.
- T-tak, Panie? - wyjąkał Śmierciożerca
- Czy masz mi coś do powiedzenia? - zakończył krótko.
- N-nie, Panie - odpowiedział posłusznie oskarżony. Twarz Czarnego Pana znajdowała się tak blisko twarzy podejrzanego, że władca, mówiąc, prawie muskał go wargami.
- Ach, tak.... - westchnął i zrobił kilka kroków w prawo. Znalazł się tuż za plecami Draco. Powoli położył kościste ręce na ramionach chłopaka.
- Malfoy, chyba musimy porozmawiać - rzekł powoli Voldemort i dał innym znak, by opuścili komnatę. Śmierciożercy posłusznie wykonali polecenia Czarnego Pana i ze spuszczonymi głowami ruszyli w kierunku wyjścia zatrzaskując za sobą metalowe drzwi.
- Mam do ciebie pewną sprawę, Malfoy - mruknął Voldemort przeciągle. - Musisz wyeliminować pewną osobę... - Draco domyślał się czyje nazwisko zaraz padnie z ust Czarnego Pana. Bardzo bał się tego co nastąpi... - Mam na myśli pannę... - tu zatrzymał się na chwilę. - Granger - dokończył. Jego głos rozchodził się po opustoszałym korytarzu niczym echo. Młodzieniec nie wiedział co odpowiedzieć. Przecież nie mógł się na to zgodzić! Hermiona była dla niego kimś zbyt ważnym...
- Dlaczego akurat Her... pannę Granger - spytał niepewnie. - To nie ona jest zagrożeniem - rzekł cicho.
- Owszem, jest zagrożeniem - Voldemort podniósł ton. - I ty masz ją zabić! Chyba, że masz ochotę mi się sprzeciwić...
- Nie, Panie. Wykonam twój rozkaz - Odpowiedział ponuro Malfoy, po czym szybko odszedł w stronę drzwi.
- I jeszcze jedno... Na dowód - przynieś mi jej głowę! - zażądał władca. Draco przeszedł dreszcz. Wiedział, że musi wykonać brutalny rozkaz. Ze smutkiem odwrócił się na pięcie i wyszedł z komnaty. Chłodny, orzeźwiający powiew wiatru rozbudził Malfoya. Przez całą drogę do domu chłopak czuł się okropnie i miał wyrzuty sumienia. "Dlaczego akurat ona? I dlaczego to ja muszę ją zabić?" Draco przez cały czas zadręczał się tymi pytaniami. Najlepszym pomysłem byłoby oszukanie Pana, lecz w takim razie w jaki sposób wręczyć mu głowę Hermiony? Z tej sytuacji było tylko jedno wyjście - zabić dziewczynę. Samo to słowo wywoływało u Malfoya dreszcze. Jednak dlaczego tak bardzo zależało mu na tej Gryfonce? Dawniej wszystkich innych Draco zabijał dla przyjemności, lecz ona... Ona nie była taka sama jak inni. Ona była niezwykła. Chłopak żywił do niej jakieś dziwne uczucie. I może nie zdawał sobie z tego sprawy, ale to uczucie... było miłością.
Malfoy z całej siły rzucił się na łóżko i walnął kilka razy w miękką poduszkę. Ukrył twarz w dłoniach i pierwszy raz w życiu poczuł, że na kimś naprawdę mu zależy. Bardzo chciał ocalić Hermionę i wiedział, że jeśli zabije ją - będzie musiał zabić też siebie.
- Może lepiej ją uprzedzić? - mruknął sam do siebie. Stwierdził, że będzie to jedyna rzecz, którą mógłby w tym momencie dla Hermiony zrobić. Chwycił w dłoń telefon i wybrał numer dziewczyny.
- Tak, słucham? - odezwał się cienki głos w słuchawce.
- Witaj! to ja, Draco - odpowiedział młodzieniec.
- O... - w głosie dziewczyny wyraźnie słychać było zaskoczenie. - W takim razie... dlaczego do mnie dzwonisz? - spytała. Malfoy nie wiedział co odpowiedzieć, chociaż tyle czasu układał sobie to wszystko w głowie. Te słowa nie mogły mu przejść przez gardło. Nie dał rady wykrztusić ani słowa. - Draco? Draco, jesteś tam? - zapytała niepewnie Hermiona.
- Tak, jestem. Muszę ci coś powiedzieć...
- W takim razie powiedz - rzekła niczego nieświadoma dziewczyna.
- Bo... ja... ja... Ja muszę cię zabić...
~To był rozdział VI. Wiem, że mógłby być jeszcze dłuższy, jednak starałam się napisać na tyle dużo, aby Was zadowolić. :) Jeżeli chcecie jeszcze dłuższe rozdziały lub macie jakieś inne zastrzeżenia - piszcie w komentarzach, a postaram się spełnić Wasze prośby, jednak musicie liczyć się z tym, że na napisanie czegoś dłuższego potrzebuję około dwóch lub czasami nawet trzech dni. Mam nadzieję, że to nie jest dla Was problem. I nie zapomnijcie o komentarzach. Dla Was to tylko chwilka, a dla mnie motywacja do dalszego pisania.
czwartek, 26 lutego 2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
Rozdział V
- Nie... - słychać było żałosny jęk Hermiony. Dziewczyna z całej siły cisnęła bluzę na szafkę, po czym usiadła na pachnącym świeżą farbą krześle. Belki wbijały się jej w obolałe plecy, jednak ona nie zwracała na to uwagi. Oparła głowę o oparcie i opuchniętymi od płaczu oczami spojrzała na sufit. Gdy była już bliska zaśnięcia, rozbudziwszy się wstała i zapaliła światło. Podeszła do świeżo pomalowanej ściany i zerwała ze złością plakat z uczniami Hogwartu. Z wściekłą miną podarła go na kawałki. Jej uwagę przykuła widniejąca pomiędzy Ślizgonami twarz Malfoya i jego łobuzerski uśmiech. Delikatnie podniosła kawałek papieru i przypatrywała się mu przez kilka sekund. Po chwili ze łzami w oczach zgniotła go i rzuciła nim o ścianę. Zdenerwowana pomaszerowała do sypialni i chwyciła romantyczną powieść. Aby oderwać się od okropnej rzeczywistości, włączyła lampkę i zagłębiła się w ulubionej lekturze...
Po kilku minutach z książkowego świata wyrwał Hermionę dzwonek do drzwi. Żwawo, lecz niechętnie ruszyła do wyjścia. Pociągnęła za klamkę i jej oczom ukazała się twarz Malfoya.
- Czy moglibyśmy porozmawiać? - zapytał ze skruszoną miną.
- Nie sądzę - odparła chłodno, po czym zamknęła mu drzwi przed nosem. Czuła jak gorąca łza zsuwa się jej po policzku. Oparła się plecami o ścianę i powoli policzyła do dziesięciu. To wszystko przypominało dziecinną zabawę. Najpierw ona odwraca się od Malfoya, potem Malfoy odwraca się od niej i tak przez cały czas. Po chwili zastanowienia, wzieła głęboki wdech i otworzyła drzwi.
- A jednak zaczekałeś... - powiedziała cicho Hermiona i gestem zaprosiła go do środka. Chłopak odpowiedział jej przyjaznym uśmiechem i bez zastanowienia wszedł do mieszkania. Oboje usiedli obok siebie na beżowej sofie i przypatrywali się sobie chwilę w krępującej ciszy.
- Przepraszam, że tak okropnie się wobec ciebie zachowałem, Hermiono - rzekł skruszony Draco. Dziewczyna zerknęła porozumiewawczo na gościa. W pokoju znowu zapanowała cisza. Malfoy niepewnie poniósł rękę i położył ją delikatnie na drżącej dłoni Hermiony. Gryfonka spojrzała na niego lekko wystraszonym wzrokiem i szybko zabrała rękę. Chłopak powoli wstał i łobuzersko puścił do dziewczyny oko. Po kilku sekundach ona również podniosła się z kanapy i odprowadziła gościa do drzwi.
Po opuszczeniu przez Draco domu, Hermiona zadumana weszła do salonu. Z uśmiechem na ustach podniosła zgnieciony wcześniej kawałek papieru i rozprostowała go starannie. Spojrzała prosto w oczy małemu Malfoy'owi na obrazku i pocałowała go w papierowy nos. Po ostatnich wydarzeniach dziewczyna miała wrażenie, że opinia Harry'ego o Ślizgonie jest niezbyt zgodna z rzeczywistością. Draco na pierwszy rzut oka wydawał się bezuczuciowym, rozpieszczonym nastolatkiem, lecz tak naprawę był czarującym i wrażliwym młodzieńcem. Hermiona uświadomiła sobie wtedy, że właściwie w ogóle go nie zna. Co więcej, bardzo chciała go poznać. To właśnie ta chwila była początkiem ogromnej, silnej miłości, która mimo wielu trudności i problemów będzie w stanie przetrwać dosłownie wszystko...
~To był właśnie rozdział V. mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jeśli tak (lub nie) zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwilka, a dla mnie motywacja do dalszego pisania. :)
Po kilku minutach z książkowego świata wyrwał Hermionę dzwonek do drzwi. Żwawo, lecz niechętnie ruszyła do wyjścia. Pociągnęła za klamkę i jej oczom ukazała się twarz Malfoya.
- Czy moglibyśmy porozmawiać? - zapytał ze skruszoną miną.
- Nie sądzę - odparła chłodno, po czym zamknęła mu drzwi przed nosem. Czuła jak gorąca łza zsuwa się jej po policzku. Oparła się plecami o ścianę i powoli policzyła do dziesięciu. To wszystko przypominało dziecinną zabawę. Najpierw ona odwraca się od Malfoya, potem Malfoy odwraca się od niej i tak przez cały czas. Po chwili zastanowienia, wzieła głęboki wdech i otworzyła drzwi.
- A jednak zaczekałeś... - powiedziała cicho Hermiona i gestem zaprosiła go do środka. Chłopak odpowiedział jej przyjaznym uśmiechem i bez zastanowienia wszedł do mieszkania. Oboje usiedli obok siebie na beżowej sofie i przypatrywali się sobie chwilę w krępującej ciszy.
- Przepraszam, że tak okropnie się wobec ciebie zachowałem, Hermiono - rzekł skruszony Draco. Dziewczyna zerknęła porozumiewawczo na gościa. W pokoju znowu zapanowała cisza. Malfoy niepewnie poniósł rękę i położył ją delikatnie na drżącej dłoni Hermiony. Gryfonka spojrzała na niego lekko wystraszonym wzrokiem i szybko zabrała rękę. Chłopak powoli wstał i łobuzersko puścił do dziewczyny oko. Po kilku sekundach ona również podniosła się z kanapy i odprowadziła gościa do drzwi.
Po opuszczeniu przez Draco domu, Hermiona zadumana weszła do salonu. Z uśmiechem na ustach podniosła zgnieciony wcześniej kawałek papieru i rozprostowała go starannie. Spojrzała prosto w oczy małemu Malfoy'owi na obrazku i pocałowała go w papierowy nos. Po ostatnich wydarzeniach dziewczyna miała wrażenie, że opinia Harry'ego o Ślizgonie jest niezbyt zgodna z rzeczywistością. Draco na pierwszy rzut oka wydawał się bezuczuciowym, rozpieszczonym nastolatkiem, lecz tak naprawę był czarującym i wrażliwym młodzieńcem. Hermiona uświadomiła sobie wtedy, że właściwie w ogóle go nie zna. Co więcej, bardzo chciała go poznać. To właśnie ta chwila była początkiem ogromnej, silnej miłości, która mimo wielu trudności i problemów będzie w stanie przetrwać dosłownie wszystko...
~To był właśnie rozdział V. mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jeśli tak (lub nie) zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwilka, a dla mnie motywacja do dalszego pisania. :)
sobota, 21 lutego 2015
Rozdział IV
Ktoś nagle delikatnie chwycił Hermionę za rękę i bez słowa wyprowadził ją na zewnątrz. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i rozejrzała się dookoła. W blasku księżyca ujrzała twarz swojego obrońcy.
- Malfoy? - spytała ze zdziwieniem. Trudno było jej uwierzyć, że to właśnie on uratował ją od śmierci. Była mu bardzo wdzięczna za ratunek, jednak po chwili poczuła złość. - Śledziłeś mnie! - krzyknęła oburzona. Tak naprawdę, wcale nie miała mu tego za złe. Wręcz przeciwnie - bardzo żałowała swojej ucieczki i pragnęła wrócić do miejsca, w którym spotkała go tej nocy po raz pierwszy, lecz nie była w stanie tego zrobić. Przez dłuższy czas Hermiona czekała na odpowiedź chłopaka lub chociaż jakieś wytłumaczenie, jednak niestety, Draco nie odezwał się ani słowem. Z kamiennym wyrazem twarzy, powoli odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie zostawiając dziewczynę zupełnie samą.
- Zaczekaj! Czy mógłbyś odpowiedzieć na moje pytanie?! - Hermiona starała się ukryć swoją chęć wyżalenia się Ślizgonowi udając, że nie ma najmniejszej ochoty z nikim rozmawiać, ale mimo jej starań, Malfoy nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Łza stanęła jej w gardle.
- Dlaczego mnie uratowałeś? - rzekła ciszej drżącym głosem. Draco odwrócił się i spojrzał smutnym wzrokiem na dziewczynę. Przez chwilę miał wrażenie, że nie wytrzyma i podobnie jak swoja dłużniczka, rozpłacze się. Zachował jednak zimną krew i dostojnym krokiem ruszył dalej. Hermiona nie miała już siły dalej błagać chłopaka o jakąkolwiek odpowiedź i zrozpaczona usiadła na ziemi. Przecież to wszystko nie miało żadnego sensu. Najpierw Malfoy staje się jedyną osobą, która chce pocieszyć dziewczynę, potem ją ratuje, a teraz nawet nie chce z nią rozmawiać? Coś było nie tak i Hermiona o tym wiedziała. Zamknęła mokre od łez oczy. Tak bardzo chciała podziękować Ślizgonowi, wyżalić się mu lub chociaż przy nim być. Miała ochotę rozładować swą złość i rozpacz, jednak nie była w stanie nawet złamać leżącego obok patyka. Zrezygnowana rzuciła nim o ziemię. W pewnym momencie miała wrażenie, że ktoś pogłaskał ją po ramieniu. Odwróciła się z nadzieją, lecz nikogo nie zauważyła. Ostrożnie podniosła się z ziemi i sennie pomaszerowała w stronę domu. Miała świadomość, że wędrówka o tak późnej porze będzie bardzo długa i niebezpieczna, jednak wiedziała, że nic nie sprawi jej większej przykrości niż sytuacja, która wydarzyła się przed kilkoma minutami. Dziewczyna włożyła zmarznięte dłonie do porwanych kieszeni starej bluzy dresowej i zadumana stąpała po usłanej uschniętymi liśćmi alei. Pogrążona w rozmyślaniach płakała żałośnie, krocząc w strugach chłodnego deszczu.
~To był właśnie kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jeśli tak - zostawcie komentarz. Dla Was to tylko chwilka, a dla mnie motywacja do dalszego pisania. :)
- Malfoy? - spytała ze zdziwieniem. Trudno było jej uwierzyć, że to właśnie on uratował ją od śmierci. Była mu bardzo wdzięczna za ratunek, jednak po chwili poczuła złość. - Śledziłeś mnie! - krzyknęła oburzona. Tak naprawdę, wcale nie miała mu tego za złe. Wręcz przeciwnie - bardzo żałowała swojej ucieczki i pragnęła wrócić do miejsca, w którym spotkała go tej nocy po raz pierwszy, lecz nie była w stanie tego zrobić. Przez dłuższy czas Hermiona czekała na odpowiedź chłopaka lub chociaż jakieś wytłumaczenie, jednak niestety, Draco nie odezwał się ani słowem. Z kamiennym wyrazem twarzy, powoli odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie zostawiając dziewczynę zupełnie samą.
- Zaczekaj! Czy mógłbyś odpowiedzieć na moje pytanie?! - Hermiona starała się ukryć swoją chęć wyżalenia się Ślizgonowi udając, że nie ma najmniejszej ochoty z nikim rozmawiać, ale mimo jej starań, Malfoy nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Łza stanęła jej w gardle.
- Dlaczego mnie uratowałeś? - rzekła ciszej drżącym głosem. Draco odwrócił się i spojrzał smutnym wzrokiem na dziewczynę. Przez chwilę miał wrażenie, że nie wytrzyma i podobnie jak swoja dłużniczka, rozpłacze się. Zachował jednak zimną krew i dostojnym krokiem ruszył dalej. Hermiona nie miała już siły dalej błagać chłopaka o jakąkolwiek odpowiedź i zrozpaczona usiadła na ziemi. Przecież to wszystko nie miało żadnego sensu. Najpierw Malfoy staje się jedyną osobą, która chce pocieszyć dziewczynę, potem ją ratuje, a teraz nawet nie chce z nią rozmawiać? Coś było nie tak i Hermiona o tym wiedziała. Zamknęła mokre od łez oczy. Tak bardzo chciała podziękować Ślizgonowi, wyżalić się mu lub chociaż przy nim być. Miała ochotę rozładować swą złość i rozpacz, jednak nie była w stanie nawet złamać leżącego obok patyka. Zrezygnowana rzuciła nim o ziemię. W pewnym momencie miała wrażenie, że ktoś pogłaskał ją po ramieniu. Odwróciła się z nadzieją, lecz nikogo nie zauważyła. Ostrożnie podniosła się z ziemi i sennie pomaszerowała w stronę domu. Miała świadomość, że wędrówka o tak późnej porze będzie bardzo długa i niebezpieczna, jednak wiedziała, że nic nie sprawi jej większej przykrości niż sytuacja, która wydarzyła się przed kilkoma minutami. Dziewczyna włożyła zmarznięte dłonie do porwanych kieszeni starej bluzy dresowej i zadumana stąpała po usłanej uschniętymi liśćmi alei. Pogrążona w rozmyślaniach płakała żałośnie, krocząc w strugach chłodnego deszczu.
~To był właśnie kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jeśli tak - zostawcie komentarz. Dla Was to tylko chwilka, a dla mnie motywacja do dalszego pisania. :)
czwartek, 19 lutego 2015
Rozdział III
Hermiona poczuła silny uścisk kościstej ręki na szyi. Ktoś mocno przycisnął ją do chłodnej ściany. Dziewczyna nadaremnie próbowała wyrwać się z uścisku.
- Hermiona Granger - rzekł przerażająco niższy głos dziwnie przeciągając każdą samogłoskę. Gryfonka doskonale wiedziała z kim ma do czynienia. Mocno zacisnęła rękę na różdżce. - Dawno się nie widzieliśmy, prawda? - dodał Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
- Voldemort - powiedziała cicho pod nosem dziewczyna.
- A więc jeszcze mnie pamiętasz... - szepnął beznamiętnie Czarny Pan, uśmiechając się przy tym złośliwie. Hermiona czuła na sobie jego ohydny oddech. Czuła jak jego wstrętna twarz coraz bardziej zbliża się do niej. Czuła jak jego różdżka coraz mocniej wbija się w jej krtań. Bardzo chciała ukryć swój strach, lecz nie wychodziło jej to zbyt dobrze. Drżącą ręką odsunęła włosy z czoła i dumnie wyprostowała plecy. W przeciwieństwie do dyrektora Hogwartu - Albusa Dumbledora - nie przepadała za luźnymi pogawędkami z Voldemortem tuż przed walką. W związku z tym, starała się jak najbardziej skrócić to spotkanie.
- Dlaczego znowu mnie dręczysz? - zapytała odważnie. Tak naprawdę bardzo bała się odpowiedzi i wolałaby jej nie znać. Chciała tylko zamknąć oczy i nagle znaleźć się w innym miejscu. Wiedząc, że to i tak nic nie da, przez cały czas miała nadzieję, że niespodziewanie okaże się, że to był tylko zły sen. Próbowała nawet kilka razy ukradkiem uszczypnąć się w ramię, jednak bezskutecznie.
- Oh... Nawet nie mów, że nie wiesz... - odezwał się Voldemort, niebezpiecznie coraz bardziej podnosząc ton głosu. - Byłem o krok od zabicia Pottera, ale ty... Ty musiałaś się zjawić! - wykrzyczał zaciskając rękę na szyi Hermiony tak bardzo, że gdyby przytrzymał ją ułamek sekundy dłużej, dziewczyna byłaby już nieżywa. Hermiona upadła na ziemię z trudem łapiąc powietrze i krztusząc się co chwilę. Lodowatą dłonią delikatnie rozmasowała obolałe miejsce i powoli wstała, podpierając się o ścianę. Spojrzała na próbującego się uspokoić napastnika i bez zastanowienia, z całej siły uderzyła go w twarz. Szybko jednak zrozumiała, że to był błąd. Bardzo duży błąd. Czarny Pan odwrócił się i z zaskoczeniem spojrzał porażającym wzrokiem prosto w oczy Hermiony. Dziewczyna głośno przełknęła ślinę.
- Pożałujesz - odpowiedział jedynie i zaśmiał się szyderczo. Wycelował różdżką w serce Hermiony i...
- Expelliarmus! - krzyknął zupełnie inny, znajomy głos. W pomieszczeniu błysnęło czerwone, oślepiające światło...
~Mam nadzieję, że podobał się Wam III rozdział. Jeśli tak zostaw komentarz i wyraź swoją opinię. :)
- Hermiona Granger - rzekł przerażająco niższy głos dziwnie przeciągając każdą samogłoskę. Gryfonka doskonale wiedziała z kim ma do czynienia. Mocno zacisnęła rękę na różdżce. - Dawno się nie widzieliśmy, prawda? - dodał Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
- Voldemort - powiedziała cicho pod nosem dziewczyna.
- A więc jeszcze mnie pamiętasz... - szepnął beznamiętnie Czarny Pan, uśmiechając się przy tym złośliwie. Hermiona czuła na sobie jego ohydny oddech. Czuła jak jego wstrętna twarz coraz bardziej zbliża się do niej. Czuła jak jego różdżka coraz mocniej wbija się w jej krtań. Bardzo chciała ukryć swój strach, lecz nie wychodziło jej to zbyt dobrze. Drżącą ręką odsunęła włosy z czoła i dumnie wyprostowała plecy. W przeciwieństwie do dyrektora Hogwartu - Albusa Dumbledora - nie przepadała za luźnymi pogawędkami z Voldemortem tuż przed walką. W związku z tym, starała się jak najbardziej skrócić to spotkanie.
- Dlaczego znowu mnie dręczysz? - zapytała odważnie. Tak naprawdę bardzo bała się odpowiedzi i wolałaby jej nie znać. Chciała tylko zamknąć oczy i nagle znaleźć się w innym miejscu. Wiedząc, że to i tak nic nie da, przez cały czas miała nadzieję, że niespodziewanie okaże się, że to był tylko zły sen. Próbowała nawet kilka razy ukradkiem uszczypnąć się w ramię, jednak bezskutecznie.
- Oh... Nawet nie mów, że nie wiesz... - odezwał się Voldemort, niebezpiecznie coraz bardziej podnosząc ton głosu. - Byłem o krok od zabicia Pottera, ale ty... Ty musiałaś się zjawić! - wykrzyczał zaciskając rękę na szyi Hermiony tak bardzo, że gdyby przytrzymał ją ułamek sekundy dłużej, dziewczyna byłaby już nieżywa. Hermiona upadła na ziemię z trudem łapiąc powietrze i krztusząc się co chwilę. Lodowatą dłonią delikatnie rozmasowała obolałe miejsce i powoli wstała, podpierając się o ścianę. Spojrzała na próbującego się uspokoić napastnika i bez zastanowienia, z całej siły uderzyła go w twarz. Szybko jednak zrozumiała, że to był błąd. Bardzo duży błąd. Czarny Pan odwrócił się i z zaskoczeniem spojrzał porażającym wzrokiem prosto w oczy Hermiony. Dziewczyna głośno przełknęła ślinę.
- Pożałujesz - odpowiedział jedynie i zaśmiał się szyderczo. Wycelował różdżką w serce Hermiony i...
- Expelliarmus! - krzyknął zupełnie inny, znajomy głos. W pomieszczeniu błysnęło czerwone, oślepiające światło...
~Mam nadzieję, że podobał się Wam III rozdział. Jeśli tak zostaw komentarz i wyraź swoją opinię. :)
wtorek, 17 lutego 2015
Rozdział II
Mimo ogromnego zmęczenia, Hermiona wciąż biegła. W końcu, zdawszy sobie sprawę z tego, że ucieczka była bezmyślnym błędem, zrezygnowana opadła na ziemię i oparła się o stary kasztanowiec.
- To się nie wydarzyło naprawdę - mruczała pod nosem. - Przecież to niemożliwe. To nie mógł być on. Ja... ja się po prostu pomyliłam...
Przez cały czas wmawiała sobie, że to był tylko jej wymysł, jednak tak naprawdę wiedziała, że to nie była pomyłka. Nieznajomym, który pragnął pocieszyć Hermionę był Draco. Przepełniona nienawiścią do wroga Harry'ego nie chciała, by w całej tej sytuacji uczestniczył właśnie on, jednak w duchu, po całym tym wydarzeniu poczuła nutkę sympatii do Malfoy'a. Nie chciała uwierzyć w to, że to właśnie on przyszedł do niej w tak trudnej chwili, a z pewnością nie uwierzyłaby w to, że to jedno głębokie spojrzenie mogłoby później przerodzić się w wielką miłość. Pogrążona w rozmyślaniach wpatrywała się w księżyc otaczający swym blaskiem całą okolicę. Z przyjemnością przypominała sobie to uczucie, które towarzyszyło jej podczas pobytu z Draco. Lodowaty wiatr delikatnie muskał ją po twarzy dając jej przy tym poczucie rozkoszy... Po dłuższym czasie stwierdziła, że nie chce reszty nocy spędzić pod drzewem, więc dostojnym krokiem ruszyła w głąb parku. Nagle ogarnęło ją dziwne przeczucie, że ta noc nie będzie taka sama jak inne. Postanowiła jednak nie przejmować się zwyczajnymi odczuciami i sennie zatopiła się w marzeniach...
- Hermiono, Hermiono! - rozległ się dźwięczny, przerażający szept. Dziewczyna na początku zdenerwowała się, że ktokolwiek miał czelność wyrwać ją ze stanu błogiego ukojenia, jednak nie spodziewała się, że od tego, co się teraz wydarzy, będzie zależała jej przyszłość. Mimo wściekłości i ogromnej chęci ukarania tego, który przerwał jej rozmyślania, tajemniczy głos przyprawiał ją o dreszcze. Powoli zamknęła przerażone oczy i stanęła.
- Hermiono, nie musisz się mnie bać - szepnął podobny, lecz nieco niższy głos, w którym dziewczyna wyczuła nutkę ironii. Niepewnie ruszyła w kierunku miejsca, z którego rozbrzmiewały przerażające szepty. Ostrożnie omijała kałuże i połamane deski ławek. Co chwilę się rozglądała, by upewnić się, że nic innego jej nie grozi. Gdy dało się usłyszeć kolejny szept, Hermiona zorientowała się, że dochodzi on z rozpadającej się szopy, stojącej nieopodal największej atrakcji tego parku - starego, monumentalnego dębu. Drżącą ręką sięgnęła do kieszeni, w której znajdowała się różdżka. Powoli chwyciła ją i wycelowała budowlę.
Nagle drzwi się otworzyły...
~To właśnie był rozdział drugi. Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Aby dowiedzieć się co się wydarzyło następnie - codziennie odwiedzajcie mojego bloga, a może już wkrótce pojawi się rozdział trzeci. Zachęcam gorąco do komentowania i wyrażania swojej opinii. :)
- To się nie wydarzyło naprawdę - mruczała pod nosem. - Przecież to niemożliwe. To nie mógł być on. Ja... ja się po prostu pomyliłam...
Przez cały czas wmawiała sobie, że to był tylko jej wymysł, jednak tak naprawdę wiedziała, że to nie była pomyłka. Nieznajomym, który pragnął pocieszyć Hermionę był Draco. Przepełniona nienawiścią do wroga Harry'ego nie chciała, by w całej tej sytuacji uczestniczył właśnie on, jednak w duchu, po całym tym wydarzeniu poczuła nutkę sympatii do Malfoy'a. Nie chciała uwierzyć w to, że to właśnie on przyszedł do niej w tak trudnej chwili, a z pewnością nie uwierzyłaby w to, że to jedno głębokie spojrzenie mogłoby później przerodzić się w wielką miłość. Pogrążona w rozmyślaniach wpatrywała się w księżyc otaczający swym blaskiem całą okolicę. Z przyjemnością przypominała sobie to uczucie, które towarzyszyło jej podczas pobytu z Draco. Lodowaty wiatr delikatnie muskał ją po twarzy dając jej przy tym poczucie rozkoszy... Po dłuższym czasie stwierdziła, że nie chce reszty nocy spędzić pod drzewem, więc dostojnym krokiem ruszyła w głąb parku. Nagle ogarnęło ją dziwne przeczucie, że ta noc nie będzie taka sama jak inne. Postanowiła jednak nie przejmować się zwyczajnymi odczuciami i sennie zatopiła się w marzeniach...
- Hermiono, Hermiono! - rozległ się dźwięczny, przerażający szept. Dziewczyna na początku zdenerwowała się, że ktokolwiek miał czelność wyrwać ją ze stanu błogiego ukojenia, jednak nie spodziewała się, że od tego, co się teraz wydarzy, będzie zależała jej przyszłość. Mimo wściekłości i ogromnej chęci ukarania tego, który przerwał jej rozmyślania, tajemniczy głos przyprawiał ją o dreszcze. Powoli zamknęła przerażone oczy i stanęła.
- Hermiono, nie musisz się mnie bać - szepnął podobny, lecz nieco niższy głos, w którym dziewczyna wyczuła nutkę ironii. Niepewnie ruszyła w kierunku miejsca, z którego rozbrzmiewały przerażające szepty. Ostrożnie omijała kałuże i połamane deski ławek. Co chwilę się rozglądała, by upewnić się, że nic innego jej nie grozi. Gdy dało się usłyszeć kolejny szept, Hermiona zorientowała się, że dochodzi on z rozpadającej się szopy, stojącej nieopodal największej atrakcji tego parku - starego, monumentalnego dębu. Drżącą ręką sięgnęła do kieszeni, w której znajdowała się różdżka. Powoli chwyciła ją i wycelowała budowlę.
Nagle drzwi się otworzyły...
~To właśnie był rozdział drugi. Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Aby dowiedzieć się co się wydarzyło następnie - codziennie odwiedzajcie mojego bloga, a może już wkrótce pojawi się rozdział trzeci. Zachęcam gorąco do komentowania i wyrażania swojej opinii. :)
poniedziałek, 16 lutego 2015
Rozdział I
O, tak, Hermiona doskonale pamiętała ten dzień. Ten cudowny, słodki moment. To przeszywające, głębokie spojrzenie. Tego nie dało się zapomnieć... Po co były te wszystkie nieprzespane noce, te marzenia, wylane łzy i okrutnie stracona nadzieja? Tysiące złych myśli dręczyły Hermionę przez cały czas, a każde, nawet najmniejsze wspomnienie wprawiało ją w żałosny nastrój. Jednak mimo to wciąż przypominała sobie tę chwilę.
To był chłodny, sobotni wieczór. W parku było cicho i pusto. W mroku dawało się dojrzeć jedynie drobną, ciemną sylwetkę Hermiony siedzącej na zniszczonej ławce. Po chwili nocną ciszę przerwał spokojny krok.
- Idź stąd, Harry. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. - rzekła niepewnie dziewczyna.
- To ja, Hermiono Nie musisz się mnie bać. - odezwał się dziwnie znajomy, niski głos, który z pewnością nie należał do Harry'ego. Przez dłuższą chwilę Hermiona nie wiedziała kto właśnie jej odpowiedział, jednak chciała tylko jednego - zostać sama. W pewnym momencie zauważyła, że nieznajoma postać się przybliża coraz bardziej i bardziej... i zajęła miejsce obok niej.
- Dlaczego płaczesz, Hermiono? - spytał czule ten sam tajemniczy głos, który z niewiadomego powodu dawał dziewczynie poczucie bezpieczeństwa. Jednak ona nie chciała odpowiadać. Była zbyt załamana, żeby mówić o tak ciężkich dla niej rzeczach. Siedziała tylko z zamkniętymi oczami, z których co chwilę spływały gorące łzy. Nagle poczuła ciepły dotyk ręki nieznajomego. Był to dla niej duży szok, jednak właśnie tego najbardziej w tym momencie potrzebowała. Powoli położyła głowę na ramieniu towarzysza.
Przez dłuższy czas siedzieli w milczeniu. Hermiona wsłuchiwała się w równy oddech człowieka, którego obecność była dla niej ogromną przyjemnością. Zadarłszy głowę wpatrywała się sennie w migoczące na niebie gwiazdy. Nie chciała przerywać tak magicznej chwili, jednak bardzo zapragnęła poznać tożsamość nieznajomego. Niechętnie zsunęła głowę z ciepłego ramienia i ze smutkiem spojrzała prosto w oczy tajemniczej postaci. Na początku nie chciała uwierzyć w to co właśnie zobaczyła, jednak wiedziała, że to nie jest złudzenie. Obok niej siedział Draco Malfoy. Gdyby towarzyszyły temu inne okoliczności, Hermiona na pewno powiedziałaby mu w twarz wszystko, co o nim myśli, jednak teraz stać ją było jedynie na ucieczkę. Zrozpaczona i wyczerpana zerwała się z ławki i gorzko płacząc pobiegła w stronę domu.
~To już koniec rozdziału pierwszego. Następny postaram się napisać jak najszybciej. Odwiedzajcie mojego bloga codziennie, a może znajdziecie tam coś ciekawego.
To był chłodny, sobotni wieczór. W parku było cicho i pusto. W mroku dawało się dojrzeć jedynie drobną, ciemną sylwetkę Hermiony siedzącej na zniszczonej ławce. Po chwili nocną ciszę przerwał spokojny krok.
- Idź stąd, Harry. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. - rzekła niepewnie dziewczyna.
- To ja, Hermiono Nie musisz się mnie bać. - odezwał się dziwnie znajomy, niski głos, który z pewnością nie należał do Harry'ego. Przez dłuższą chwilę Hermiona nie wiedziała kto właśnie jej odpowiedział, jednak chciała tylko jednego - zostać sama. W pewnym momencie zauważyła, że nieznajoma postać się przybliża coraz bardziej i bardziej... i zajęła miejsce obok niej.
- Dlaczego płaczesz, Hermiono? - spytał czule ten sam tajemniczy głos, który z niewiadomego powodu dawał dziewczynie poczucie bezpieczeństwa. Jednak ona nie chciała odpowiadać. Była zbyt załamana, żeby mówić o tak ciężkich dla niej rzeczach. Siedziała tylko z zamkniętymi oczami, z których co chwilę spływały gorące łzy. Nagle poczuła ciepły dotyk ręki nieznajomego. Był to dla niej duży szok, jednak właśnie tego najbardziej w tym momencie potrzebowała. Powoli położyła głowę na ramieniu towarzysza.
Przez dłuższy czas siedzieli w milczeniu. Hermiona wsłuchiwała się w równy oddech człowieka, którego obecność była dla niej ogromną przyjemnością. Zadarłszy głowę wpatrywała się sennie w migoczące na niebie gwiazdy. Nie chciała przerywać tak magicznej chwili, jednak bardzo zapragnęła poznać tożsamość nieznajomego. Niechętnie zsunęła głowę z ciepłego ramienia i ze smutkiem spojrzała prosto w oczy tajemniczej postaci. Na początku nie chciała uwierzyć w to co właśnie zobaczyła, jednak wiedziała, że to nie jest złudzenie. Obok niej siedział Draco Malfoy. Gdyby towarzyszyły temu inne okoliczności, Hermiona na pewno powiedziałaby mu w twarz wszystko, co o nim myśli, jednak teraz stać ją było jedynie na ucieczkę. Zrozpaczona i wyczerpana zerwała się z ławki i gorzko płacząc pobiegła w stronę domu.
~To już koniec rozdziału pierwszego. Następny postaram się napisać jak najszybciej. Odwiedzajcie mojego bloga codziennie, a może znajdziecie tam coś ciekawego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)