O, tak, Hermiona doskonale pamiętała ten dzień. Ten cudowny, słodki moment. To przeszywające, głębokie spojrzenie. Tego nie dało się zapomnieć... Po co były te wszystkie nieprzespane noce, te marzenia, wylane łzy i okrutnie stracona nadzieja? Tysiące złych myśli dręczyły Hermionę przez cały czas, a każde, nawet najmniejsze wspomnienie wprawiało ją w żałosny nastrój. Jednak mimo to wciąż przypominała sobie tę chwilę.
To był chłodny, sobotni wieczór. W parku było cicho i pusto. W mroku dawało się dojrzeć jedynie drobną, ciemną sylwetkę Hermiony siedzącej na zniszczonej ławce. Po chwili nocną ciszę przerwał spokojny krok.
- Idź stąd, Harry. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. - rzekła niepewnie dziewczyna.
- To ja, Hermiono Nie musisz się mnie bać. - odezwał się dziwnie znajomy, niski głos, który z pewnością nie należał do Harry'ego. Przez dłuższą chwilę Hermiona nie wiedziała kto właśnie jej odpowiedział, jednak chciała tylko jednego - zostać sama. W pewnym momencie zauważyła, że nieznajoma postać się przybliża coraz bardziej i bardziej... i zajęła miejsce obok niej.
- Dlaczego płaczesz, Hermiono? - spytał czule ten sam tajemniczy głos, który z niewiadomego powodu dawał dziewczynie poczucie bezpieczeństwa. Jednak ona nie chciała odpowiadać. Była zbyt załamana, żeby mówić o tak ciężkich dla niej rzeczach. Siedziała tylko z zamkniętymi oczami, z których co chwilę spływały gorące łzy. Nagle poczuła ciepły dotyk ręki nieznajomego. Był to dla niej duży szok, jednak właśnie tego najbardziej w tym momencie potrzebowała. Powoli położyła głowę na ramieniu towarzysza.
Przez dłuższy czas siedzieli w milczeniu. Hermiona wsłuchiwała się w równy oddech człowieka, którego obecność była dla niej ogromną przyjemnością. Zadarłszy głowę wpatrywała się sennie w migoczące na niebie gwiazdy. Nie chciała przerywać tak magicznej chwili, jednak bardzo zapragnęła poznać tożsamość nieznajomego. Niechętnie zsunęła głowę z ciepłego ramienia i ze smutkiem spojrzała prosto w oczy tajemniczej postaci. Na początku nie chciała uwierzyć w to co właśnie zobaczyła, jednak wiedziała, że to nie jest złudzenie. Obok niej siedział Draco Malfoy. Gdyby towarzyszyły temu inne okoliczności, Hermiona na pewno powiedziałaby mu w twarz wszystko, co o nim myśli, jednak teraz stać ją było jedynie na ucieczkę. Zrozpaczona i wyczerpana zerwała się z ławki i gorzko płacząc pobiegła w stronę domu.
~To już koniec rozdziału pierwszego. Następny postaram się napisać jak najszybciej. Odwiedzajcie mojego bloga codziennie, a może znajdziecie tam coś ciekawego.
Ciekawie się zaczyna, moim zdaniem :) Pisz dalej bo mam przeczucie, że masz do tego talent :D
OdpowiedzUsuńDziękuję. :*
UsuńSuper! Ja zapraszam na mojego bloga co prawda nie o Potterze. ----> http://strachprzezmilosc.blogspot.com
OdpowiedzUsuńSzkoda, że tak krótko... Na szczęście są kolejne rozdziały, więc nie będę marudzić ;) Świetne.
OdpowiedzUsuń