wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział II

    Mimo ogromnego zmęczenia, Hermiona wciąż biegła. W końcu, zdawszy sobie sprawę z tego, że ucieczka była bezmyślnym błędem, zrezygnowana opadła na ziemię i oparła się o stary kasztanowiec.
    - To się nie wydarzyło naprawdę - mruczała pod nosem. - Przecież to niemożliwe. To nie mógł być on. Ja... ja się po prostu pomyliłam...
Przez cały czas wmawiała sobie, że to był tylko jej wymysł, jednak tak naprawdę wiedziała, że to nie była pomyłka. Nieznajomym, który pragnął pocieszyć Hermionę był Draco. Przepełniona nienawiścią do wroga Harry'ego nie chciała, by w całej tej sytuacji uczestniczył właśnie on, jednak w duchu, po całym tym wydarzeniu poczuła nutkę sympatii do Malfoy'a. Nie chciała uwierzyć w to, że to właśnie on przyszedł do niej w tak trudnej chwili, a z pewnością nie uwierzyłaby w to, że to jedno głębokie spojrzenie mogłoby później przerodzić się w wielką miłość. Pogrążona w rozmyślaniach wpatrywała się w księżyc otaczający swym blaskiem całą okolicę. Z przyjemnością przypominała sobie to uczucie, które towarzyszyło jej podczas pobytu z Draco. Lodowaty wiatr delikatnie muskał ją po twarzy dając jej przy tym poczucie rozkoszy... Po dłuższym czasie stwierdziła, że nie chce reszty nocy spędzić pod drzewem, więc dostojnym krokiem ruszyła w głąb parku. Nagle ogarnęło ją dziwne przeczucie, że ta noc nie będzie taka sama jak inne. Postanowiła jednak nie przejmować się zwyczajnymi odczuciami i sennie zatopiła się w marzeniach...
    - Hermiono, Hermiono! - rozległ się dźwięczny, przerażający szept. Dziewczyna na początku zdenerwowała się, że ktokolwiek miał czelność wyrwać ją ze stanu błogiego ukojenia, jednak nie spodziewała się, że od tego, co się teraz wydarzy, będzie zależała jej przyszłość. Mimo wściekłości i ogromnej chęci ukarania tego, który przerwał jej rozmyślania, tajemniczy głos przyprawiał ją o dreszcze. Powoli zamknęła przerażone oczy i stanęła.
    - Hermiono, nie musisz się mnie bać - szepnął podobny, lecz nieco niższy głos, w którym dziewczyna wyczuła nutkę ironii. Niepewnie ruszyła w kierunku miejsca, z którego rozbrzmiewały przerażające szepty. Ostrożnie omijała kałuże i połamane deski ławek. Co chwilę się rozglądała, by upewnić się, że nic innego jej nie grozi. Gdy dało się usłyszeć kolejny szept, Hermiona zorientowała się, że dochodzi on z rozpadającej się szopy, stojącej nieopodal największej atrakcji tego parku - starego, monumentalnego dębu. Drżącą ręką sięgnęła do kieszeni, w której znajdowała się różdżka. Powoli chwyciła ją i wycelowała budowlę.
    Nagle drzwi się otworzyły...



~To właśnie był rozdział drugi. Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Aby dowiedzieć się co się wydarzyło następnie - codziennie odwiedzajcie mojego bloga, a może już wkrótce pojawi się rozdział trzeci. Zachęcam gorąco do komentowania i wyrażania swojej opinii. :)

2 komentarze:

  1. GENIALNE! Pozdrawiam autorka bloga ---> http://strachprzezmilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dłuuuższe ma być! Proszę *robi szczenięce oczka* Oczywiście, że się spodobało ^^

    OdpowiedzUsuń