czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział VI

    W komnacie panowała cisza. Salę wypełniał jedynie równy krok Voldemorta i szybki, stłumiony oddech Draco. Obok młodzieńca co chwilę słychać było nerwowe pochrząkiwanie przestraszonego Glizdogona. Śmierciożerca doskonale wiedział, że nie warto odzywać się, gdy władca jest w złym nastroju i mimo ogromnej chęci przerwania milczenia - nie odezwał się ani słowem.
    - Dwa dni temu, miałem być może jedyną w życiu okazję, by wyeliminować pannę Granger - zaczął Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. - Jednak ktoś mi przeszkodził. I wiem, że był to jeden z was - uciął krótko. - Chciałbym, aby winny wstał i przyznał się do popełnionej wobec mnie zbrodni - rzekł stanowczo. Wszyscy siedzieli w milczeniu. Draco wlepił wzrok w podłogę.
    - Balthazarze, - Voldemort szepnął do jednego ze zgromadzonych. Czarodziej niepewnie spojrzał na władcę.
    - T-tak, Panie? - wyjąkał Śmierciożerca
    - Czy masz mi coś do powiedzenia? - zakończył krótko.
    - N-nie, Panie - odpowiedział posłusznie oskarżony. Twarz Czarnego Pana znajdowała się tak blisko twarzy podejrzanego, że władca, mówiąc, prawie muskał go wargami.
    - Ach, tak.... - westchnął i zrobił kilka kroków w prawo. Znalazł się tuż za plecami Draco. Powoli położył kościste ręce na ramionach chłopaka.
    - Malfoy, chyba musimy porozmawiać - rzekł powoli Voldemort i dał innym znak, by opuścili komnatę. Śmierciożercy posłusznie wykonali polecenia Czarnego Pana i ze spuszczonymi głowami ruszyli w kierunku wyjścia zatrzaskując za sobą metalowe drzwi.
    - Mam do ciebie pewną sprawę, Malfoy - mruknął Voldemort przeciągle. - Musisz wyeliminować pewną osobę... - Draco domyślał się czyje nazwisko zaraz padnie z ust Czarnego Pana. Bardzo bał się tego co nastąpi... - Mam na myśli pannę... - tu zatrzymał się na chwilę. - Granger - dokończył. Jego głos rozchodził się po opustoszałym korytarzu niczym echo. Młodzieniec nie wiedział co odpowiedzieć. Przecież nie mógł się na to zgodzić! Hermiona była dla niego kimś zbyt ważnym...
    - Dlaczego akurat Her... pannę Granger - spytał niepewnie. - To nie ona jest zagrożeniem - rzekł cicho.
    - Owszem, jest zagrożeniem - Voldemort podniósł ton. - I ty masz ją zabić! Chyba, że masz ochotę mi się sprzeciwić...
    - Nie, Panie. Wykonam twój rozkaz - Odpowiedział ponuro Malfoy, po czym szybko odszedł w stronę drzwi.
    - I jeszcze jedno...  Na dowód - przynieś mi jej głowę! - zażądał władca. Draco przeszedł dreszcz. Wiedział, że musi wykonać brutalny rozkaz. Ze smutkiem odwrócił się na pięcie i wyszedł z komnaty. Chłodny, orzeźwiający powiew wiatru rozbudził Malfoya. Przez całą drogę do domu chłopak czuł się okropnie i miał wyrzuty sumienia. "Dlaczego akurat ona? I dlaczego to ja muszę ją zabić?" Draco przez cały czas zadręczał się tymi pytaniami. Najlepszym pomysłem byłoby oszukanie Pana, lecz w takim razie w jaki sposób wręczyć mu głowę Hermiony? Z tej sytuacji było tylko jedno wyjście - zabić dziewczynę. Samo to słowo wywoływało u Malfoya dreszcze. Jednak dlaczego tak bardzo zależało mu na tej Gryfonce? Dawniej wszystkich innych Draco zabijał dla przyjemności, lecz ona... Ona nie była taka sama jak inni. Ona była niezwykła. Chłopak żywił do niej jakieś dziwne uczucie. I może nie zdawał sobie z tego sprawy, ale to uczucie... było miłością.
   
    Malfoy z całej siły rzucił się na łóżko i walnął kilka razy w miękką poduszkę. Ukrył twarz w dłoniach i pierwszy raz w życiu poczuł, że na kimś naprawdę mu zależy. Bardzo chciał ocalić Hermionę i wiedział, że jeśli zabije ją - będzie musiał zabić też siebie.
    - Może lepiej ją uprzedzić? - mruknął sam do siebie. Stwierdził, że będzie to jedyna rzecz, którą mógłby w tym momencie dla Hermiony zrobić. Chwycił w dłoń telefon i wybrał numer dziewczyny.
    - Tak, słucham? - odezwał się cienki głos w słuchawce.
    - Witaj! to ja, Draco - odpowiedział młodzieniec.
    - O... - w głosie dziewczyny wyraźnie słychać było zaskoczenie. - W takim razie... dlaczego do mnie dzwonisz? - spytała. Malfoy nie wiedział co odpowiedzieć, chociaż tyle czasu układał sobie to wszystko w głowie. Te słowa nie mogły mu przejść przez gardło. Nie dał rady wykrztusić ani słowa. - Draco? Draco, jesteś tam? - zapytała niepewnie Hermiona.
    - Tak, jestem. Muszę ci coś powiedzieć...
    - W takim razie powiedz - rzekła niczego nieświadoma dziewczyna.
    - Bo... ja... ja... Ja muszę cię zabić...



~To był rozdział VI. Wiem, że mógłby być jeszcze dłuższy, jednak starałam się napisać na tyle dużo, aby Was zadowolić.  :) Jeżeli chcecie jeszcze dłuższe rozdziały lub macie jakieś inne zastrzeżenia - piszcie w komentarzach, a postaram się spełnić Wasze prośby, jednak musicie liczyć się z tym, że na napisanie czegoś dłuższego potrzebuję około dwóch lub czasami nawet trzech dni. Mam nadzieję, że to nie jest dla Was problem. I nie zapomnijcie o komentarzach. Dla Was to tylko chwilka, a dla mnie motywacja do dalszego pisania.

6 komentarzy:

  1. Czy Malfoy mieszka w Malfoy manor? A jeśli tak, to skąd ma telefon ?
    Pozdrawiam Jogurtowa (っ´▽`)っ

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny choć nadal krótki... i zwracam uwagę na błędy chociażby ortograficzny typu mała litera po wykrzykniku... masz bete? Jak nie to polecam się na przyszłość ;) i polecam pisanie w Wordzie ;)
    Życzę weny i pozdrawiam,
    Hermiona

    http://dramione-nowa-milosc.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  3. Hermiona nie może zginąć!! No nieeee :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na VII miesiąc czekamy prawie miesiąc. Ciekawe, więc jak długi będzie ten rozdział... xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Serdecznie zapraszam na drugi rozdział http://hogwart-my-new-school.blogspot.com - "Ceremonia Przydziału" :)

    OdpowiedzUsuń